Biało-czerwoni celują w złoto
Treść
Polska - Rosja 3-2 (19-25, 19-25, 25-22, 25-20, 15-11) Polska: Zagumny 1, Wlazły 12, Kadziewicz 16, Winiarski 8, Świderski 4, Pliński 11, Gacek (libero) oraz Bąkiewicz 1, Gruszka 7, Szymański 16, Żygadło. Rosja: Grankin 8, Połtawski 19, Kazakow 13, Kosariew 16, Abramow 15, Kuleszow 7, Werbow (libero) oraz Wołkow 2, Makarow 1, Dinejkin 1. Sędziowali: Umit Sokullu (Turcja) i Luciano Garspari (Włochy). Widzów 4142. Polscy siatkarze, po wczorajszym zwycięstwie nad Rosjanami, zapewnili sobie udział w rywalizacji o medale tegorocznych MŚ już bez względu na wynik dzisiejszego spotkania z Serbią i Czarnogórą, której reprezentanci również awansowali do czołowej czwórki turnieju. Kwestią tej konfrontacji jest więc jedynie to, z którego miejsca wystartują obie drużyny do półfinałowych zmagań. Na taki sukces w tej imprezie czekaliśmy aż 30 lat. W 1974 roku, pod wodzą Huberta Jerzego Wagnera, biało-czerwoni wywalczyli w Meksyku tytuł mistrzowski, a dwa lata później w Montrealu olimpijskie złoto. Argentyński trener naszej ekipy Raul Lozano okazał się lepszy od kontrkandydata do obsady tego stanowiska, obecnie selekcjonera rosyjskiej drużyny, Serba Zorana Gajicia. Polacy po raz ósmy zwyciężyli podczas turnieju w Japonii, dopiero wczoraj stracili pierwsze dwa sety, ale wygrali trzy i właśnie ten sukces, odniesiony w niezwykle dramatycznych okolicznościach, jest najcenniejszy. Po gładkim przegraniu przez biało-czerwonych dwóch partii - do 19, nastąpiła ich nieoczekiwana metamorfoza. Znakomicie spisali się rezerwowi. Piotr Gruszka, jak na kapitana przystało, i Grzegorz Szymański z powodzeniem zastąpili wczoraj w trzecim i następnych dwóch setach Sebastiana Świderskiego i Mariusza Wlazłego, rozszyfrowanych przez rywali. Dzięki temu w zwycięskich odsłonach spotkania nie ustępowali Polacy siłą i skutecznością ataku, a pokonali ostatecznie Rosjan grą kombinacyjną, sprytem i przebiegłością. Dużo dobrej pracy, nie tylko w bloku, wykonali we wtorek obaj środkowi Daniel Pliński i Łukasz Kadziewicz, co stwarzało Pawłowi Zagumnemu większe możliwości rozgrywania piłki. Sprawdziły się przewidywania, że rosyjska drużyna przestanie być monolitem, kiedy zostanie zepchnięta do obrony. I nawet znakomity libero Aleksiej Werbow nie był wtedy w stanie naprawić błędów kolegów. A zaczął się mecz fatalnie dla Polaków, szybko przegrywali 0-4, nie mogąc skończyć żadnej kontry. Najskuteczniejszy do tej pory atakujący MŚ, Sebastian Świderski nie mógł się przebić lewym skrzydłem. Tak ważne ogniwo zostało praktycznie wyłączone. Dlatego Rosjanie utrzymywali przewagę, 2-6 punktów (4-8, 8-10, 9-13, 11-16, 13-19). Nie poprawiła naszych złych nastrojów nawet udana seria akcji (16-19), bo nasi gracze nie podjęli w tym fragmencie meczu walki. W drugim secie jakby było odrobinę lepiej, ale Rosjanie nadal przeważali na siatce. Bezkarnie punktował Semen Połtawski i już przy stanie 6-10 zanosiło się na kolejne niepowodzenie, co zresztą później potwierdziła tablica wyników (11-16, 13-18, 15-20). Wystarczyło, aby Daniel Pliński dobrze zablokował (18-22), a już reagował Gajić, prosząc o czas. W trzeciej partii Polacy nie mieli już nic do stracenia i objęli prowadzenie 4-1, potem było 7-5, lecz po chwili 7-8. Wtedy Szymański wszedł za Wlazłego, a przy stanie 13-14, Gruszka za Świderskiego. Na drugą przerwę techniczną nasi reprezentacji schodzili w dobrych humorach (16-14). Rezerwowi wnieśli nowego ducha, byli przede wszystkim skuteczni. Niewielkiej przewagi podopieczni Raula Lozano nie wypuścili już z rąk. Michał Winiarski atakiem z drugiej linii zapewnił setbola (24-22), resztę dopełnili serwujący Szymański i czujny przy siatce Łukasz Kadziewicz. Przebieg tej konfrontacji rodził skojarzenia z podobnymi przed laty, kiedy w Meksyku '74 i Monteralu '76 armada Wagnera pokonała ówczesny ZSRR dwa razy po 3-2. W czwartym secie dobrze pracowały polskie skrzydła, coraz częściej dziury w rosyjskiej obronie znajdowali Pliński z Kadziewiczem. U przeciwników wiodącą rolę przejął Paweł Abramow. Winiarski z Gruszką zadbali jednak o to, aby mocno zdenerwować Rosjan (16-12). Gdy zbliżała się końcówka, coraz lepiej funkcjonował polski blok i utrzymywała się kilkupunktowa przewaga (21-17, 23-18, 24-20). Świetnie dysponowany wczoraj Gruszka przypieczętował dobrą grę całego zespołu atakiem z niełatwej pozycji. W tie-breaku Kadziewicz, z zagrywki, trafił starającego się uchylić Połtawskiego i Polacy prowadzili 5-3. Inicjatywy już nie oddali (7-6, 9-6, 10-8, 12-8). Rosjanie spalili się nerwowo, błędy popełnili m.in. Połtawski i młody rozgrywający Grankin, nic nie dało wprowadzenie na boisko rutynowanego Stanisława Dinejkina, bo nasi siatkarze bardzo konsekwentnie zmierzali do celu. Po drugim meczbolu, wykonanym przez Połtawskiego, kontra Szymańskiego, który sprytnie uderzył piłką w blok, zapewniła biało-czerwonym wspaniałą wygraną. Historia zatoczyła więc szerokie koło i wczoraj w Sendai powtórzyła się, jeśli chodzi o starcie polsko-rosyjskie. Teraz czekamy na złoto! (SAS) Zdaniem trenerów Raul Lozano, Polska: - Przez pierwsze dwa sety mieliśmy ogromne problemy z zagrywką rywali, która robiła niesamowite wrażenie. Rosjanie grali zdecydowanie lepiej od nas i nie mieliśmy nic do powiedzenia. Mogło się to nawet skończyć 0-3. Ale mówiłem już wcześniej, że na tych mistrzostwach będę grał całą dwunastką zawodników i w tym spotkaniu mieliśmy tego najlepszy przykład. Świetnie spisali się właśnie gracze, którzy z ławki weszli na boisko. Przy stanie 0-2 graliśmy tak, jakby się nic nie stało. A wiele innych zespołów w tym momencie, z tak dobrze grającą Rosją, by się poddało. My jednak pokazaliśmy, że wierzymy w swoje możliwości i to zwycięstwo dedykujemy synkowi Michała Winiarskiego, który ma się narodzić w środę. To, co odnieśliśmy w meczu z Rosją, to nie tylko zwycięstwo. To coś więcej. Jesteśmy w czwórce najlepszych zespołów na świecie i to kosztem wicemistrzów świata i brązowego medalisty igrzysk olimpijskich z Aten. W czwórce nie jesteśmy faworytem, ale jestem optymistą. Jeśli gramy dobrze, to jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Zoran Gajić, Rosja: - Nasza gra była na początku bardzo dobra. Wyszliśmy do meczu skoncentrowani i realizowaliśmy założenia taktyczne. Niestety, później za Świderskiego i Wlazłego weszli Szymański i Gruszka, którzy mają inną technikę i to nas wybiło z rytmu, a Polacy odrodzili się w ataku. Inna sprawa, że w trakcie trzeciego seta sędziowie podjęli kilka kontrowersyjnych decyzji na naszą niekorzyść. "Dziennik Polski" 2006-11-29
Autor: wa