Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Gorąca atmosfera w Platformie Obywatelskiej

Treść

Czy Jan Rokita poniesie konsekwencje niedzielnej konferencji prasowej, podczas której przywłaszczył sobie dorobek całego gabinetu cieni? Choć władze Platformy bagatelizują sprawę, w partii wrze. Sam Rokita milczy. W Platformie wszyscy są zgodni tylko w jednej kwestii: niedoszły "premier z Krakowa", zwołując konferencję, podczas której przedstawił swój raport dotyczący propozycji zmian w Polsce, wyszedł przed szereg. - Nie było akceptacji i wiedzy władz partii - oświadczył szef klubu parlamentarnego Bogdan Zdrojewski, komentując w Polskim Radiu niedzielne wystąpienie Rokity. - Bardziej prawdopodobne jest rozstanie z Janem Rokitą niż jego pozostanie w partii - dodał. Przypomnijmy, w niedzielę bez porozumienia z władzami PO Jan Rokita zaprezentował wspólnie z posłem Pawłem Śpiewakiem oraz senatorem Jarosławem Gowinem raport stworzony na bazie prac gabinetu cieni. Rokita nie powiedział jednak autorom o tym, że zamierza wykorzystać materiał, nie zaprosił ich też na konferencję prasową. W poniedziałek rano liderzy PO byli nieuchwytni dla mediów, a gdy zostali złapani przez dziennikarzy, starali się nic nie mówić. Także Bronisław Komorowski, zawsze chętny do udzielania wywiadów. Nieoficjalnie politycy PO też niechętnie mówili o konferencji Rokity. Powtarzały się określenia: "błąd", "nie spełnił standardów profesjonalnego działania". W tym czasie władze partii musiały nerwowo ustalać, co zrobić z niesfornym, ale bardzo znanym działaczem. Po południu niespodziewanie pojawił się pojednawczy ton. Donald Tusk oświadczył, że nie wyobraża sobie, aby Jan Rokita miał odejść z partii. - Nic dramatycznego się nie stało, że raport z prac gabinetu cieni PO został opublikowany - stwierdził przewodniczący Platformy. - Przecież raport, który Rokita przedstawił w niedzielę na konferencji prasowej, nie był tajny - dodał. Rokita od dłuższego czasu jest w konflikcie z władzami partii. Spór z Donaldem Tuskiem zaostrzył się, gdy Rokita wbrew stanowisku swojego szefa poparł w wyborach samorządowych Ryszarda Terleckiego jako kandydata na prezydenta Krakowa. Wówczas partia zwolniła jego sejmowego asystenta, a także zabrała Rokicie gabinet, w którym urzędował w parlamencie. Szef partii zaczął również sugerować, że potrzebna jest zmiana na stanowisku szefa gabinetu cieni. Do wczorajszego popołudnia wszystko wskazywało, że Rokita albo sam odejdzie, albo zostanie zmuszony do złożenia legitymacji partyjnej. Niespodziewanie jednak Donald Tusk wyciągnął do niego dłoń. - W Platformie jest wielu ludzi o uzasadnionych aspiracjach. Jan Rokita jest jednym z nich. Mam nadzieję, że rozmaite talenty Rokity będą górowały nad jego chęcią bycia prymusem. Występ Rokity traktuję ze spokojem jako człowiek doświadczony we współpracy z politykami - oświadczył Tusk. - Oczywiście, dużo lepiej byłoby, gdyby w sposób zdyscyplinowany wszyscy grali w zespole, ale czasami zdarza się, że niektórych ponosi temperament prymusa czy solisty. Ja, jak sądzę, potrafię sobie z tym poradzić i - bez napinania emocji i szukania na siłę konfliktu - doprowadzić pracę programową do końca - dodał. Wczoraj wieczorem Jan Rokita po raz kolejny zapewnił, że zostaje w Platformie, ponieważ jest to "najlepszy projekt polityczny i ideowy dla Polski". PAWEŁ RADUŁA "Dziennik Polski" 2007-01-30

Autor: wa