Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Migalski nie zamierza się wycofać

Treść

Proces wytoczony przez prof. Jana Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego, europosłowi dr. Markowi Migalskiemu (PiS) został odroczony do 21 grudnia. Sąd Rejonowy w Katowicach przychylił się do prośby oskarżonego, gdyż nie mógł on przybyć na rozprawę w związku z pełnionymi obowiązkami europarlamentarzysty w Strasburgu.

"Dziełem zupełnej koincydencji jest to, że w dniu, w którym głosujemy w Parlamencie Europejskim sprawę pozbawienia Marka Siwca immunitetu za naśmiewanie się z papieża, ja miałem kolejną rozprawę w Katowicach z powództwa Jana Iwanka, znanego w środowisku SB jako TW 'Piotr'. Facet jest dyrektorem mojego Instytutu na Uniwersytecie Śląskim i za komuny kapował na kolegów do esbecji" - komentował na blogu przebieg procesu poseł Marek Migalski.
Dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego prof. Jan Iwanek decyzję o pozwaniu Migalskiego podjął w kwietniu, ale sprawa się przeciągnęła w wyniku orzekania kolejnych odroczeń. Strony nie wykluczają zawarcia ugody. Iwanek domaga się "dobrych, rzetelnych przeprosin" i wycofania się Migalskiego z oskarżeń.
Jednak Migalski nie zamierza wycofać się z większości swoich wypowiedzi, mimo że ma świadomość, iż ewentualna przegrana może go słono kosztować - grozi mu kara do 2 lat więzienia oraz pozbawienie możliwości wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. - Intencją pana profesora nie jest doprowadzenie do skazania, bo to z pewnością skomplikowałoby sytuację zawodową - naukową przede wszystkim - pana Migalskiego.
Migalski twierdził m.in., że Iwanek jako zarejestrowany współpracownik SB nie ma moralnych podstaw do kierowania instytutem na uczelni. Oburzenie profesora wzbudziły również słowa europosła, że zainicjował w 2007 roku akcję bojkotu składania oświadczeń lustracyjnych.
Iwanek został zarejestrowany jako współpracownik SB w latach 70. Dokumenty Instytutu Pamięci Narodowej wskazują, że w zamian za informacje o kolegach miał otrzymywać pieniądze.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2009-10-21

Autor: wa